Po robocie

Wyobraźmy sobie taką sytuację: jest piątek godzina 16.30, PR-owiec zamyka laptopa i lekko przyśpieszonym krokiem wychodzi z pracy. Co go może spotkać za drzwiami agencji?

reklama w mieście

Na pierwszy plan wysuwają się psujące miejski krajobraz billboardy, na które z lekką pogardą zwraca uwagę, myśląc – Czy ktoś to czyta? Trzeba było dać większą tą cenę! Idzie dalej, mija reklamy, reklamy i jeszcze więcej reklam. Ma wyraźnie już dosyć, ale to dopiero początek jego męki. Niestety, z każdym kolejnym krokiem pojawia się coraz więcej haseł, sloganów i zdjęć z Shutterstocka…

Lekko podirytowany, że za drzwiami agencji nie może przestać myśleć o KONCEPCJI – idzie dalej. Mija wielu zabieganych ludzi. Dla PR-owca nie ma nic gorszego niż tłum, który go lekceważy.

– Czy oni nie wiedzą, że to właśnie JA codziennie staram się zawładnąć ich umysłami? Zgłębić ich potrzeby i sprostać ich oczekiwaniom? To dzięki mojej pracy produkty klientów znajdują się na szczycie ich piramidy Maslowa! Dlaczego nikt nie jest mi za to wdzięczny?

Monolog, jak i droga PR-owca wydaje się nie mieć końca. Na szczęście jest już blisko przystanku autobusowego, ale zanim wsiądzie do swojego wspaniałego transportu udaje się do kiosku po prasę. Kupuje pierwszy lepszy magazyn (nie ma czasu na przemyślenia, przecież żyje „spontanicznie”), przemiła sprzedawczyni chce zwrócić jego uwagę pytaniem – Może dodatek do gazetki? Na co on bez zastanowienia odpowiada – Nie dziękuję, szkoda mi na to pieniędzy.

Wsiada do autobusu, zawsze gdzieś na środku, po stronie kierowcy i modli się, żeby czasem nikt się do niego nie przysiadł. W końcu PR-owiec potrzebuje przestrzeni, a na jednym siedzeniu nie zmieści się jego ego. To przecież zrozumiałe. W autobusie drażni go głupia, wyblaknięta wielka reklama na szybie. Przez nią nie może w zamyśleniu spoglądać na uciekający świat. Niby to folia przezroczysta, a jednak nadal drażni! Odwraca wzrok, na wprost niego ktoś wpadł na pomysł żeby uatrakcyjnić pasażerom podróż i zamontował ekran. Co więcej, ktoś jeszcze mądrzejszy postanowił wykorzystać go do puszczania w kółko tej samej, irytującej reklamy. PR-owiec wpada w trans, czyta: „Masz 25 lat? Skończyłeś studia? Masz dość pracy? Chciałbyś przejść na wcześniejszą emeryturę? A gdyby było to możliwe? Co byś zrobił? Nie zastanawiaj się – zadzwoń: XXXXX”. Już prawie wybrał numer, na szczęście to szaleństwo przerwał mu SMS o treści: „Wyślij pustego SMS-a i wgraj 200 tys.” – Czy oni mają mnie za idiotę? Jak to zablokować!

Droga wyraźnie się dłużyła, dziwne bo do domu ma zaledwie 20 minut… Postanawia zabić czas czytając kupiony wcześniej magazyn. Zainteresował go jeden artykuł. Czyta, czyta dochodzi do wniosku – Naprawdę interesujący temat. Czyta dalej – Fajne stwierdzenie, muszę to zapamiętać. Dwa razy powtarza w myślach i składa ostatnie zdanie. Zachwycony powraca do początku, aby przeczytać jeszcze raz tytuł artykułu, który zdążył już zapomnieć. -„10 sposobów na…” Co artykuł sponsorowany? Nie no słaby, słaby… O całej sytuacji stara się szybko zapomnieć.

Na szczęście musi już wysiadać. W końcu dociera na miejsce. Po wyjściu z autobusu atakuje go kolporter ulotek. Dobry PR-owiec zawsze dziękuje i zabiera ulotkę, w końcu ktoś ciężko nad nią pracował. Czyta: „Matura w 2 miesiące” i trafia ulotką do kosza.

Kilka szybszych kroków i otwiera drzwi do klatki schodowej. Nie może uwierzyć w to co widzi, ale chyba coś zaatakowało jego skrzynkę na listy… Otwiera ją i zabiera gazetki promocyjne. Widzi to starsza sąsiadka, która zwinnie komentuje całą sytuację – Piorą nam tylko mózgi! Na co lekko oburzony PR-owiec (przecież trzeba bronić kolegów z branży) odpowiada – No, zawsze tego tyle napchają…

Trzy piętra wyżej jest już w swojej twierdzy z dala od całego tego marketingu, promocji i public relations, a przynajmniej tak mu się wydaje. Postanawia zrobić obiad, musi tylko przypomnieć sobie przepis, który przeczytał wcześniej na blogu kulinarnym. Odpala laptopa, szuka wpisu na Facebooku, szybkie odnalezienie utrudniają mu sponsorowane posty i reklamy, które chce jak najszybciej przewinąc. Poddaje się, otwiera lodówkę i sięga po pierwsze lepsze markowe produkty.

Zanim zacznie jeść, szuka czegoś ciekawego w telewizji, a tam jak zawsze reklamy, które wydają się nigdy nie mieć końca… W takiej sytuacji musi paść wyeksploatowane już stwierdzenie – Nic nie ma ciekawego w tej telewizji!

Od mało wartościowego gapienia się w ekran odrywa go dźwięk telefonu. – Nieznany numer? Odbiera i słyszy: – Uprzejmie przypominamy, że każda rozmowa jest nagrywana… Ratuje się naciśnięciem czerwonej słuchawki. Przecież nie będzie słuchać tego bełkotu?

Resztę dnia spędza oczywiście na liczeniu lajków i zgryźliwym komentowaniu branży. Nie mówiąc o tym, że po dodaniu wpisu na swoim fanpage’u odświeża stronę średnio co 2 minuty.

I tak upływa męczący dzień PR-owcowi. Nic dziwnego, że jest wiecznie zmęczony…

Na szczęście na drugi dzień z zadowoloną minią i niepodważalnym przekonaniem stara się wytłumaczyć klientowi, jak ważny jest PR, dlaczego warto promować firmę i czemu opłaca się wydawać pieniądze na reklamę i marketing. I wiecie co? Ma racje, bo przecież zwrócił uwagę na wszystkie powyższe formy promocji 🙂

Taka sytuacja…

Pozdrawiam,

Paulina Baer, PR-owiec.pl

Może Ci się również spodoba