Nie da się, czyli o współpracy marketingowca z grafikiem

o współpracy marketingowca z grafikiem

Więc, jako osoba odpowiedzialna za marketing w firmie przygotowałeś ambitny plan odświeżenia strony internetowej, rebranding marki lub produkcję materiałów drukowanych? Traktujesz swoją pracę poważnie, wiesz że o spójną filozofię marki trzeba dbać, pielęgnować i troszczyć się jak o małe dziecko. Chcesz, aby etap realizacji twojej strategii marketingowej był w dobrych rękach. Jesteś pewny, że pamiętałeś o wszystkich szczegółach, wiesz co chcesz osiągnąć i jaki ma być efekt. Wszystko przebiega pomyślnie, do czasu. Do czasu, gdy swoją wielogodzinną pracę, arcyważny, wyjątkowy, przełomowy, wręcz życiowy (w twoim mniemaniu) projekt zlecasz grafikowi…

Już wyobrażam sobie tę chwilę, moment, w którym wysyłasz brief z wytycznymi do kreacji. Ty wiesz jak to powinno wyglądać, co należy ująć, a co pominąć, wiesz jak zakomunikować wartość reprezentowanej przez ciebie marki, jak mówić językiem korzyści, jak wyrazić to, czego nie mogą powiedzieć słowa, ale z chwilą gdy klikasz „Wyślij e-mail” wszystko się zmienia. Prawda? Każdego z nas to kiedyś spotkało. Tak wygląda prawdziwe życie marketingowca. Dlatego warto wiedzieć, jak współpracować z grafikiem, aby nie usłyszeć najgorszego słowa, przed którym ostrzegali nas mentorzy, coachowie, matki, kochanki czy kochankowie – „NIE DA SIĘ”.

„Dobry design trafia do nieba; zły design trafia wszędzie”. – Mieke Gerritzen

Aby jednak tak się nie stało, poznajcie kilka sekretów na temat współpracy z grafikiem.

1. Poznajmy się bliżej

Może warto zacząć od tego, że mamy różne typy grafików. Jednym z nich jest „Zleceniobiorca”. Chyba wszyscy marketingowcy go znają. To taki kolega, któremu udaje się zrobić wszystko na wczoraj. Często zwracamy się do niego mówiąc „Poratujesz?”. Jest to grafik, który nie pracuje w naszej firmie, ale stara się przełożyć koncepcję marki na projekty graficzne, jest nawet w stanie stworzyć odpowiedni projekt. No właśnie, problem w tym, że „Jest w stanie”. Jego projekty zazwyczaj zawierają się w zdaniu „Będzie pan zadowolony!”. Pomimo tego traktujmy go jak przyjaciela i bądźmy dla niego wyrozumiali, w końcu w kilka godzin potrafi zdziałać cuda i choć przeciętne, to nadal jednak są to cuda.

W następnej kolejności rozróżniamy grafika biznesmena, czyli „Freelancera”. Bywa często, że w życiu go nie widzieliśmy, a on naszej firmy. Jednak to nie jest dla niego żaden problem, ponieważ jego główną zaletą jest pełen profesjonalizm, a wraz z nim doskonała znajomość naszej marki, zaangażowanie i chęć współpracy. Oczywiście nic nie ma za darmo. Głównym minusem współpracy z takim grafikiem jest fakt, że posiada on wielu klientów, dlatego nie zagwarantuje nam, że nasz projekt wykona priorytetowo. Chyba że zapłacimy mu więcej, więcej i więcej…

Ostatni typ grafika jest mi najbliższy. Odkąd zajmuję się marketingiem, współpracuję na co dzień z takimi grafikami. O kim mowa? O „Pracowniku działu marketingu”. Taki grafik zna lepiej niż freelancer specyfikę naszej firmy, zna dobrze markę i nas samych. My marketingowcy powierzamy mu najgłębsze sekrety i najgorętsze plotki. Jednak wszystko trwa do czasu. Jedną z wad współpracy z takim grafikiem, jest fakt że w trakcie 8 godzinnej pracy zajmuje się tylko naszą marką. Ma więc sporo czasu, zwłaszcza w niewielkich zespołach marketingowych, a niestety my jesteśmy zobowiązani do tego, aby się nie nudził. Co często jest irytujące, bo zabiera nam to czas na projekty, do wykonania których nie potrzebujemy grafika. Choć to prawdziwy rarytas, że firma posiada pełnoetatowego designera. Zaletą współpracy z takim grafikiem jest możliwość kontrolowania projektu na każdym etapie jego powstawania i okazja do bliskiej współpracy. W taki sposób możemy w łatwo i szybko wspólnie wypracować wizję całego projektu.

2. Odróbmy zadanie domowe

Przed wysłaniem e-maila czy spotkaniem z grafikiem musimy mieć pomysł na to jak chcemy, aby nasz projekt wyglądał. Nie wszyscy wiedzą, że za przygotowanie koncepcji graficznej odpowiada przede wszystkim marketingowiec, a nie sam grafik. Po wytycznych, jakie od nas otrzyma tworzy on projekt, ale za pomysł odpowiada głównie marketingowiec. Oczywiście, nie należy pomniejszać w procesie twórczym znaczenia grafika. To od jego umiejętności, wyobraźni, zmysłu estetycznego będzie zależeć ostateczny wygląd kreacja. Bądźmy szczerzy, gdybym ja umiała sobie sama upiec chleb, to nie chodziłabym do piekarni (choć zdarza mi się zabrać myszkę grafikowi). Dlatego dobry grafik wie, jakie są trendy i ma przynajmniej podstawowe pojęcie o marketingu. Niemniej, często spotykam się z tym że to grafik zbiera laury za wykonanie projektu, a o marketingowcu już nikt nie pamięta. Nie docenia się naszego czasu poświęconego w powstanie projektu, liczy się tylko efekt wizualny, który jesteśmy w stanie zobaczyć i ocenić. Według mnie za projekt odpowiada zespół, team kreatywny, a nie jedna osoba. Warto o tym pamiętać.

Wracając do głównego wątku. Zanim zlecimy grafikowi wykonanie kreacji pomyślmy: co ma przedstawiać projekt, do jakiej grupy docelowej jest skierowany, co chcemy zakomunikować, a nawet jakie kolory powinny w nim dominować lub jakiego fontu warto użyć. Całość musi być spójna i odzwierciedlać to, co chcielibyśmy dosłownie powiedzieć, ale nie możemy. Grafik musi od nas dostać komplet odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie może zastanawiać się nad projektem, musi to poczuć.

3. Współpracujmy z grafikiem, który nas rozumie

Nie warto przy każdym, nowym projekcie zmieniać grafika. Jeżeli jesteśmy zadowoleni ze wcześniejszej współpracy – nie rezygnujmy z tego. Trudno jest o dobrego grafika, który przy pierwszym kontakcie z nami będzie od razu wiedzieć czego potrzebujemy, będzie znał nasz gust i nasze oczekiwania. Stała współpraca z wybranym bądź wybranymi grafikami działa na naszą korzyść. Dzięki temu, że dobrze nas zna i naszą markę możemy zaoszczędzić czas na zbędne tłumaczenia i poprawki. A przecież właśnie tego chcemy uniknąć.

4. Nie spodziewajmy się, że projekt będzie doskonały

Jeżeli mam być szczera to rzadko zdarza mi się za pierwszym razem otrzymać idealny projekt. Rzadko zdarza mi się również, że projekt wygląda dosłownie tak, jak ja go sobie wyobrażałam. Czasami powstaje coś zdecydowanie lepszego, a czasami kreacja delikatnie mówiąc – nie warta uwagi. Graficy bywają różni i tak jak my mają lepsze i gorsze dni. Każdy ma swój własny, indywidualny styl. Jeden lubi przygotowywać reklamy do magazynów, inny czuje się dobrze w grafice na Social Media. Pracowałam z wieloma grafikami (choć nigdy z grafikiem kobietą) i naprawdę nie ma jednego, takiego samego grafika.

Czasami dziwi mnie, że jednemu wpisowi graficznemu na np. Facebooka można poświecić cały dzień. Okazuje się, że można. Co gorsza, bywają dni, że po 7 godzinach pracy, gdy grafik pyta o zdanie z uśmiechem na twarzy, nie wiem, co odpowiedzieć. Zastanawiam się wtedy, czy mówi na poważnie czy może pokazuje mi rysunek, który przygotowało jego dziecko w przedszkolu. Jeszcze gorsi są graficy, których trzeba klepać po ramieniu na każdym etapie pracy. Potrzebują akceptacji każdego ruchu, każdej kropki, kreski, każdego dotknięcia myszki. Musimy więc uzbroić się w cierpliwość, być gotowi nawet na kilkukrotne poprawki. Nie obiecuję, że ta współpraca będzie należeć do najłatwiejszych, będzie pot i łzy, ale również ogromna satysfakcja z wykonanego projektu.

5. Przekazujmy feedback

Warto poświęcić czas na dokładne omówienie pierwszej, otrzymanej wersji projektu. Dla grafika nie ma nic gorszego niż usłyszeć: „To dziwnie wygląda”, „Nie podoba mi się” i klasyczne „Powiększ logo”. I choć może to być prawdą, w ten sposób nie pomożemy mu rozwiązać problemu… Dlatego za takimi słowami musi iść argumentacja. Pamiętajmy, nie warto dyskutować o błędach, ale o tym jakie elementy mogą udoskonalić projekt. Najlepiej więc zrobić listę poprawek, którą przedstawimy na spotkaniu. Zaprezentujmy również inspiracje, paletę kolorów, przykłady czcionek, a nawet (co często jest praktykowane) projekt, który nam się podoba, ale który wykonała konkurencja. Nie wykluczajmy oczywiście dalszych zmian, ale w ten sposób unikniemy projektu, którego milcząco zatwierdzimy.

Tak jak grafik musi mieć pojęcie o marketingu, tak marketingowiec musi znać podstawy projektowania. Nie musimy być i pamiętajmy nie jesteśmy ekspertami graficznym. Dlatego nie nadużywajmy krytyki. Fakt, projektanci są bardziej otwarci na krytykę niż marketingowcy, ale prawdą jest również, że graficy często lekceważą marketingowców i trochę patrzą na nas z góry.

Pomimo tego pamiętajmy, że marketingowiec i grafik to bliskie sobie osoby, które powinny słuchać siebie nawzajem. Bez tego nie będzie chemii, miłości, ani żadnego, dobrego projektu. Więc, albo zostaniesz przyjacielem grafika albo sam zostaniesz grafikiem. Wybór należy do ciebie.

Pozdrawiam grafików, z którymi pracuję i miałam przyjemność pracować. Nie bierzcie tego tekstu do siebie (przecież to nie o was), wykonujecie kawał dobrej roboty! 😉

Pozdrawiam

PR-owiec

Może Ci się również spodoba