Licencja na zabijanie czy na sprzedaż?

Osiem słów na temat produktów, które zagrały drugoplanową rolę w filmie James Bond „Skyfall”.

Byłam, widziałam, jestem zachwycona – najnowszym filmem o Jamesie Bondzie „Skyfall”. Z pewnością dzisiejszy Bond różni się od tego, którego mogliśmy zobaczyć przez ostatnie pięćdziesiąt lat… To mężczyzna ze słabościami, trzęsącymi się rękoma i uzależnieniami. Nie jest niezniszczalny, ale to chyba jego największa zaleta. Dla mnie nowy Bond to przede wszystkim walka jego starego wcielenia z nowym. Bez względu na to, co mówią inni uważam ten film za taki, który warto obejrzeć na dużym ekranie. Nieprzewidywalny, nieprzeciętny, trzymający w napięciu, bez zbędnych efektów specjalnych i z poczuciem humoru – taki jest „Skyfall”.

Oczywiście, jako PR-owiec bacznie obserwowałam poczynania sponsorowanych produktów na ekranie. Product placement (tzw. Lokowanie produktu) poradził sobie świetnie z drugoplanową rolą.

Jakie więc produkty towarzyszyły Bondowi?

Po pierwsze, Bond w nowym filmie wybiera piwo w zielonej butelce, które oczywiście prawidłowo kojarzy nam się z marką Heineken, a tym samym porzuca przyzwyczajenie do wstrząśniętego, lecz niemieszanego Martini.

Po drugie, świetnie rozegrany product placement marki Sony. W filmie możemy zobaczyć telefon Xperia T oraz komputer Vaio. Dostrzeżenie produktów Sony nie było trudne, bądźmy szczerzy lokowanie produktów samo w sobie nie jest subtelne. Poniżej spot marki Sony, którego hasło brzmi: „Even a man known for working alone needs technology that works together”.

Po trzecie, udane partnerstwo między Jamesem Bondem i Coca-Cola, o którym pisałam w poście – Nieprzygodny co-brending!

W samym filmie nie zauważyłam wyeksponowanego produktu Coca-Coli, choć inni mówią, że butelka Coli stała gdzieś na biurku… Reklama produktu pojawiła się oczywiście przed emisją filmu.

Po czwarte, bliskie ujęcie zegarka Omega… „SkyFall” jest już siódmym filmem, w którym Bond przywdział stonowany, srebrny zegarek.

Po piąte, Bond nie jeździ byle czym… W filmie zobaczymy dość mocno eksponowanego Jaguara XJ, Land Rovera, Audi czy VW Beetle, który został dobitnie przedstawiony, ale niestety przypadła mu niezbyt przyjemna rola… Jednak to emocjonalny związek z dobrze nam znanym Astonem Martinem – zasługuje na miano samochodu Bonda! Samochód po raz pierwszy pojawił się u boku Agenta 007 w roku 1964, w filmie „Goldfinger”.

Po szóste, Bond ubiera się u projektanta mody – Toma Forda. Projektant stworzył całą garderobę dla Craiga i po raz drugi to właśnie on pracuje ze słynnym agentem 007. Z tego, co pamiętam to przed emisją filmu pojawiła się reklama promująca dom mody projektanta.

Po siódme, tajemniczy, ale jakże męski zapach – James Bond 007 Fragrance For Men. Lokowanie produktu niewidoczne, ale wyczuwalne. 🙂

Po ósme, dziewczyna Bonda wybiera kryształy Swarovskiego. Co ciekawe firma, zdecydował się na niezbyt nachalną, a w zasadzie nieistniejącą kampanię. Może przypuszczali, że pojawienie się w filmie i na większości plakatów zagwarantuje im wystarczającą reklamę dla marki?

Podsumowując, product placement idealnie wpisał się w postać samego Bonda. Jest nienachalny, a co więcej nie przeszkadza w odbiorze filmu.

No i zakończenie coś, co jeszcze długo będzie kojarzyć się z Bondem:

Może Ci się również spodoba

  • Interesujacy tekst, ktory poziomem, co warto tu chyba zaznaczyc, nie odstaje od reszty. Swietny blog. Bede tu zagladac, na pewno. Pozdrawiam serdecznie!

  • Imponujący serwis. Bardzo podoba mi się szata graficzna. Życzę powodzenia w dalszym prowadzeniu strony!